#1
treść napisana w kwietniu 2017
nieco przedawnione, ale chciałabym jakoś zacząć tego bloga, bo obiecałam
nieco przedawnione, ale chciałabym jakoś zacząć tego bloga, bo obiecałam
miłego czytania kochani, pamiętajcie o swoim zdrowiu
Kim jesteś? Czym jesteś?
Nie wiesz tego.
Kim się stałaś?
Myślisz, że wiesz wszystko, ale nie wiesz nic. Wydaje ci się, że rozumiesz, więc czemu ciągle zachowujesz się jak nowicjusz?
Alkohol, gry, alkohol, lenistwo, alkohol, niepewność, alkohol, reset, rzyganie, kac, zawód, wstyd.
Myślałaś, że będzie dobrze, ale nie było. Dałaś się znowu ponieść. Nikt cię nie powstrzymywał, więc dlaczego powinnaś przestać? Przecież nic się nie stało.
A jednak. Stało się.
Rzyganie to tylko jeden z "efektów ubocznych". Kac też. Halucynacje, wspomnienia, koszmary, wstyd - to coś innego.
Ci, których kochasz, nigdy nie zapomną tego, co widzieli. Ci, których nie kochasz, a przy których i tak straciłaś kontrolę - tak samo. Zawsze będą cię z tym kojarzyć. Zawsze będą pamiętać rozczochrane włosy, rozmazany płaczem makijaż, strużki śliny na twoich policzkach.
Alkoholizm to straszliwe bagno.
Pijesz, dopóki nie zaczynasz śmiać się z tego, że jeż chodzi przy kanapie. Dopóki zabawny nie robi się striptiz z kolegą przy jego dziewczynie, która jest twoją przyjaciółką na życie. Później alkohol się kończy, ale ty chcesz więcej. Przecież chodzisz na własnych nogach, prawda? Nikt nie musi cię prowadzić? Przecież masz kontrolę! Podejmujesz decyzje samodzielnie. I właśnie podjęłaś kolejną! Więcej alkoholu. Przyjaciele kupują ci go, bo nie jesteś w stanie ruszyć się z nimi. I przywożą ci go! Super, możesz wypić dalej. Wszystko jest fajnie do momentu, kiedy nie zaczynasz czuć tego, jak wafle kukurydziane w bliżej niezidentyfikowanej mieszance z alkoholem zaczynają podjeżdżać tam, gdzie się pojawiły.
Do momentu, kiedy zaczynasz mieć halucynacje, do momentu, gdy droga do domu, zamiast przewidywanych pięciu minut jazdy zamienia się w pół godziny nieustannego zatrzymywania się kierowcy, przy akompaniamencie twoich częstych krzyków "stop" i ścieżki wymiotów na jezdni.
Alkoholizm większości kojarzy się z bezrobotnymi mężczyznami po trzydziestce. Ciągle pije, koszmar rodzinny, bije żonę i dzieci, nie ma pracy, zadowala się denaturatem. Mało kto rozumie, że to koszmar wielu. Mało kto potrafi powiedzieć o osiemnastolatce - alkoholiczka. E tam - młoda jest, to pije. Przecież większość młodych tak teraz robi. Chodzi na imprezy, bo wszyscy tak robią. Pije, bo inni tak robią.
Ale nie ma umiaru, a to już nie cecha pokolenia. Ale inni nie widzą. Przecież to normalne, nie?
Chcesz być kimś wielkim, chcesz osiągać wielkie rzeczy, a zachowujesz się jak pierwszy lepszy szarak. Zachowujesz się, jakby to było łatwe. Wydaje ci się, że możesz wszystko, a nie robisz nic. Marnujesz czas. Marnujesz pieniądze. Gdyby zliczyć wszystko, co wydałaś na to procentowe gówno, miałabyś już profesjonalną kamerę. Nowy aparat.
A gdyby zliczyć czas, który na to zmarnowałaś?
Na każdego kaca? Choćby dziś. Cały dzień przeleżałaś w łóżku. Mogłabyś spokojnie w tym czasie wysprzątać cały dom, zrobić kilka arkuszy maturalnych, dokończyć książkę. Ale po co? Przecież lepsze jest leżenie w łóżku cały dzień, oglądanie bzdur na telefonie, bo to jedyne, co jesteś w stanie zrobić, prawda?
Nie. Sarkazm był tu silny.
I kiedy reszta twoich znajomych będzie zdobywać szczyty, zarabiać tysiące, cieszyć się szczęśliwymi związkami, patrzeć, jak ich dzieci rosną, ty będziesz żyć na zasiłku dla bezrobotnych na garnuszku u mamusi.
Brzmi fajnie? Raczej nie.
Myślenie o przyszłości i marzeniach to jedno, a spełnianie ich, to drugie. Stawiając sobie jakiś cel, nie możesz myśleć - e dobra, zacznę od jutra. Dobra, od następnego razu. Patrząc na totalny rozpieprz we własnym pokoju, o czym pomyślałaś?
Jutro posprzątam, bo dziś mam kaca.
Zamiast siedzieć w bałaganie, cieszyłabyś się teraz porządnym pokojem, bez przykrych wspomnień, bez żalu, bez wyrzutów sumienia, bez nienawiści do samej siebie.
Przecież miałaś nie pić. Kiedy reszta kupowała alkohol, powiedziałaś "no co wy, butelkę wina mam sama wypić? W życiu nie dam rady". Cóż, może trochę to potwierdziłaś. Wypiłaś dwie. Dwóch różnych producentów. Pieniędzy nie odzyskasz, godności też nie.
Choć twoi przyjaciele nie mają ci za złe tego, co się stało, to jednak nie potrafisz wyobrazić sobie tego, że miałabyś spojrzeć im w oczy. Ból całego układu pokarmowego doskwiera i nie pozwala ci zapomnieć o tym wszystkim, co się stało. Co ty zrobiłaś.
Od dziś już nie pijesz, a w każdym razie nie w takich ilościach. Nie, chwila. Nie pijesz wcale. Twój jedyny wyjątek to urodziny przyjaciół. I zakończenie roku, które nadchodzi - a co tam, ostatni raz z klasą. Z niektórymi z nich napijesz się po raz pierwszy i ostatni.
Więcej ci nie wolno. Jak myślisz, co powiedzieliby twoi idole, gdyby to widzieli? Uciekaliby dalej, niż widzą. A przecież to twoje wzory do naśladowania, prawda?
"Pracowałem całymi nocami, codziennie, kiedy ty bawiłeś się w klubie."
"Wszystkie dzieciaki, które pochodziły z bogatych rodzin, wydawały tyle, ile ja przez miesiąc zarobiłem, na alkohol"
Naprawdę taka jesteś? Nie wydaje mi się.
Pora się zmienić. Na dobre. Na lepsze. Nie jesteś złym człowiekiem, ale się pogubiłaś. A nie da się poprowadzić kogoś do wyjścia z labiryntu, jeśli ta osoba nie chwyci pomocnej dłoni, prawda?
Zapamiętaj to.
Komentarze
Prześlij komentarz